Znów obrady pod specjalnym nadzorem

Za zamkniętymi i dobrze strzeżonymi drzwiami odbywało się wczorajsze ważne zebranie przedstawicieli spółdzielców Koszalińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Przylesie, na którym będą m.in. wybierać nową radę nadzorczą i udzielać poparcia, bądź nie dla obecnego prezesa.

Dwaj rośli ochroniarze stali już nawet nie na korytarzu, jak podczas wcześniejszych walnych zebrań na Przylesiu, a na dworze przy wejściu do klubu osiedlowego „Na Pięterku”. Tam właśnie obradowali wybrani niedawno reprezentanci spółdzielców (tzw. delegaci) i obecne kierownictwo Przylesia. Strażnicy skrzętnie sprawdzali zaproszenie na zebranie. Zabraniali wstępu dziennikarzom, i spółdzielcom. Zatrzymali Bożenę Szlachcikowską. – Przyszła pani jako dwudziesta pierwsza. A mamy polecenie wpuszczać tylko dwudziestu pierwszych spółdzielców – tłumaczyli.

Kierownictwo spółdzielni informowało o tym zakazie już wcześniej, w wywieszonych w blokach zawiadomieniach o zebraniu. Tłumaczyło go... troską o bezpieczeństwo obradujących na wypadek pożaru. – Szkoda. Chciałam posłuchać czy nowi delegaci będą chwalić rządy prezesa. I czy skrytykują go chociaż trochę czy raczej będą posłuszni – narzekała kobieta. I odeszła zniesmaczona.

Pod klubem stała też grupa mieszkańców Przylesia, należących do koszalińskiego oddziału Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców (KZLiS). Nawet nie wchodzili do środka. Na zebranie wysłali swoją przedstawicielkę, żeby niepotrzebnie nie zabierać spółdzielcom miejsc na zebraniu, które skrupulatnie, tuż za drzwiami odliczała sekretarka zarządu Przylesia. Ale chętnych słuchać obrad nie przyszło wcale dużo więcej niż dwudziestu. – Ograniczenie wejść na walne zebrania w spółdzielni stało się regułą. Więc spółdzielcy już nawet nie przychodzą. Wolą nie ryzykować, że będą odprawieni z kwitkiem – żaliła się nam wczoraj Danuta Janus, szefowa koszalinskiego KZLiS, wykluczona z Przylesia za nadmierną krytykę władz. Przypomnijmy, że na wcześniejsze walne zebrane delegatów, zimą ub. r. też wstęp miało też tylko dwudziestu pierwszych przybyłych. Wtedy obradujących oprócz ochrony strzegł jeszcze patrol policji, który przybył w obawie, by nie zakłócono tam porządku publicznego.

02 czerwca 2006