Data 12 czerwiec 2006

Przylesie zamyka usta niepokornym

Szefowie spółdzielni Przylesie wyjątkowo nie lubią krytyki. Przekonała się o tym Danuta Janus, przewodnicząca koszalińskiego oddziału Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców. Wykluczono ją ze spółdzielni za to, że w audycji radiowej skrytykowała władze Przylesia. Taki sam los spotkał Marka Wróblewskiego, bo rzekomo porozklejał na osiedlu kserokopie artykułów prasowych niepochlebnych dla kierownictwa spółdzielni.

Teraz spółdzielnia wypowiada wojnę wszystkim niepokornym.

„Bo godzą w dobre imię spółdzielni”

Na walnym zebraniu przedstawiciele spółdzielców (tzw. delegaci) przegłosowali uchwałę w tej sprawie; jej projekt przedłożył im zarząd Przylesia. Kierownictwu spółdzielni nie podobają się oskarżenia ze strony grupy mieszkańców, którzy zarzucają mu nadużywanie uprawnień i niegospodarność. „Wszystkie zarzuty były kilkakrotnie badane nie tylko przez spółdzielnię i kontrolujących ją z urzędu, ale nawet przez koszalińską prokuraturę i sąd karny. I ostatecznie oddalone” - czytamy w dokumencie. W uchwale dostało się też dziennikarzom koszalińskich mediów, którzy „w wielu przypadkach opisywali krytykę powierzchownie, dokumentując temat nierzetelnie i jednostronnie.” Delegaci zobowiązali kierownictwo spółdzielni, by "podejmowało niezbędne kroki prawne i organizacyjne wobec wszystkich, którzy swoim szkodliwym działaniem godzą w dobre imię spółdzielni.”

Jak rozumieć tę uchwałę? Mimo wielu telefonów do spółdzielni, nikt nie chciał nam tego wytłumaczyć. - Nie będę w ogóle rozmawiał o tej sprawie - oznajmił nam Kazimierz Okińczyc, prezes Przylesia.

Spytaliśmy więc o to znawców prawa.

Sławomir Przykucki, rzecznik prasowy koszalińskiego sądu, wyjaśnia, że sformułowanie "niezbędne kroki prawne i organizacyjne” należy rozumieć, jako możliwość wykluczania niepokornych lokatorów ze spółdzielni i zakładania im spraw w sądzie. W sądzie cywilnym są to sprawy o naruszenie dóbr osobistych; w sądzie karnym - o zniesławienie. Wyliczyliśmy, że decydując się na postępowanie przed sądem cywilnym spółdzielnia będzie musiała wydać co najmniej 600 zł za założenie sprawy, a gdy będzie domagać się pieniędzy w ramach odszkodowania - to jeszcze 5 procent od żądanej kwoty. Sprawę karną zakłada się za darmo, ale w przypadku przegranej trzeba zwrócić koszty procesu (ok. 300 zł).

Mogą krytykować, bo jest demokracja

Stanisław Wileński, rzecznik prasowy Rzecznika Praw Obywatelskich, uważa, że uchwałę Przylesia można interpretować jako zakaz krytyki władz spółdzielni. - I dlatego jest martwym aktem prawnym. Prawo do krytyki ma przecież każdy, bo gwarantuje mu je konstytucja - mówi prawnik. - Spółdzielcy i dziennikarze nie krytykują przecież spółdzielni, a jedynie sposób zarządzania nią. Godzą więc w jej kierownictwo, a nie w dobre imię spółdzielni.

W innych spółdzielniach w regionie krytyczne opinie mieszkańców nie wywołują aż tak dużego poruszenia, by podejmować w tej sprawie uchwały. - Nikt nie lubi jak się go krytykuje, ale jest demokracja i każdy ma do tego prawo - uważa Andrzej Świrko, prezes Białogardzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Śmieszne jest więc tworzenie w spółdzielni prawa dotyczącego krytyki i godzenia w dobre imię spółdzielni. Spotykam się z niezadowolonymi spółdzielcami i zawsze jakoś rozwiązujemy problemy - dodaje. Identyczną zasadę praktykują szefowie spółdzielni w Szczecinku, Kołobrzegu i Świdwinie.