Kolejna rozprawa wykluczonej lokatorki przeciw KSM Przylesie
Danuta Janus: "Chcą zrobić ze mnie wariatkę”
Władze Przylesia chciały, by sąd jeszcze przed rozprawą zbadał stan zdrowia psychicznego Danuty Janus, wykluczonej ze spółdzielni za ich krytykę. Sąd nie przychylił się do tego wniosku. Wczoraj rozprawa ruszyła normalnym trybem.
Radca prawny Przylesia Krzysztof Hołub zadawał świadkom obrony (wskazanym przez spółdzielnię) głównie pytania dotyczące zachowania Danuty Janus: - Czy była agresywna? - dociekał. - Pani Janus mówiła do mnie podniesionym głosem - zeznała sekretarka zarządu Przylesia. - Z pism, jakie pani Janus składała w spółdzielni wynikało, że uważa, iż wszyscy jej pracownicy to złodzieje i nieuki. Jej działalność sprawiała, że czułem się, jak pod pręgierzem - podkreślał Tadeusz Galant, kierownik Osiedla nr 1, na którym wciąż mieszka D. Janus.
Najwięcej do powiedzenia na temat zachowania wykluczonej lokatorki miał Czesław Wachowski, przewodniczący rady nadzorczej Przylesia. - Krytyka władz, której dopuściła się Danuta Janus w mediach i poprzez ulotki, które rozprowadzało jej stowarzyszenie doprowadziła do zniesławienia dobrego imienia spółdzielni nie tylko w Koszalinie, ale w całym kraju - mówił Wachowski.
Mecenas Hołub nie przepytywał natomiast świadków obrony wskazanych przez Danutę Janus. Po przerwie opuścił salę rozpraw.
Sama Danuta Janus podczas wczorajszej rozprawy ani razu nie straciła panowania nad sobą. - Chcą zrobić ze mnie wariatkę. To ich jedyna linia obrony - spokojnie skwitowała wczorajsze zeznania pracowników Przylesia.
W chwili zamykania tego numeru gazety świadkowie byli wciąż odpytywani przez koszaliński sąd.