Media Pomorskie sp. z o.o. - Koszalin 2001-2006
Data 22 luty 2007
Szef „Przylesia” przegrał w sądzie sprawę o pomówienie lokatora
Pięć tysięcy złotych na szczytny cel musi zapłacić Kazimierz Okińczyc, prezes KSM „Przylesie”.
Sąd ukarał go w ten sposób za to, że chciał zniesławić Stanisława Stefanowskiego, mieszkańca spółdzielni. W liście, którego publikacji żądał w nieistniejącym już „Głosie Pomorza”, prezes napisał, że lokator ma kryminalną przeszłość.
W lipcu 2005 roku, w artykule zamieszczonym w „Głosie Pomorza”, Stanisław Stefanowski krytycznie wypowiadał się na temat kierownictwa spółdzielni. Stwierdził, że szefowie „Przylesia” rozpowszechniają w Telewizji Kablowej Koszalin nieprawdziwe informacje i wprowadzają w błąd spółdzielców. Prezes Kazimierz Okińczyc przysłał do gazety pismo z żądaniem sprostowania. Napisał w nim m.in., że dziwi się, iż gazeta powołuje się na opinie Stanisława Stefanowskiego, bo »został on zwolniony z pracy w spółdzielni "Przylesie” za czyny opisane w Kodeksie karnym«. Sprostowanie przekazała Stefanowskiemu ówczesna naczelna „Głosu Pomorza”, Mariola Skolimowska (która była też głównym świadkiem lokatora w sprawie w sądzie). Naczelna uznała, że pismo K. Okińczyca zawierało obraźliwe dla spółdzielcy stwierdzenia i dlatego nie opublikowano go.
Po zapoznaniu się z pismem prezesa spółdzielni, S. Stefanowski w marcu ubiegłego roku wniósł do sądu karnego pozew o zniesławienie przeciwko K. Okińczycowi. Ostatecznie sędzia Jacek Bytner uznał Kazimierza Okińczyca winnego tego, że usiłował bezpodstawnie zniesławić spółdzielcę (prezes nie udowodnił bowiem, że zarzuty co do kryminalnej przeszłości Stefanowskiego były prawdziwe). Sędzia skazał prezesa na 4,2 tys. zł grzywny w zawieszeniu na rok - prezes zapłaci ją tylko, jeśli w tym czasie ponownie obrazi lokatora. Ale sąd nakazał też prezesowi wpłacić 5 tys. zł nawiązki na Polski Czerwony Krzyż i przeprosić Stanisława Stefanowskiego w telewizji kablowej i w prasie.
Kazimierz Okińczyc nie chciał komentować sprawy. - Wyrok jest krzywdzący i będziemy się od niego odwoływać - zapowiedział zaś mecenas Daniel Morzuch, który bronił prezesa w sądzie.
- Cieszę się, bo jestem pierwszym spółdzielcą, który wygrał z prezesem Okińczycem sprawę w sądzie o naruszanie dobrego imienia. Mam nadzieję, że moja wygrana nauczy go szacunku dla spółdzielców - kwituje Stanisław Stefanowski.